Coaching po polsku

Renata Grabowiecka

Nigdy, nigdy , nigdy! nie poddawaj!

Masz dobry produkt lub świetna usługę? Masz misję pomocy i ułatwiania ludziom życia?

Świetnie! Ale co z tego wynika? Nic? Ludzie jej nie chcą. Ba, nawet nie chcą o tym posłuchać, a co dopiero pomyśleć.

Brzmi znajomo? Zapraszasz 200 osób na prezentację usługi lub produktu. Mało kto potwierdza. Mało, to naprawdę mało: dwie osoby. Rano zastanawiasz się czy wszystkiego nie odwołać… Frustracja coraz groźniej na Ciebie patrzy…

I co robisz? Odwołujesz? Czy jedziesz spotkać się z tymi dwoma, no może trzeba zainteresowanymi osobami?

Nie wnikając głęboko w zagadnienia socjologiczne i społeczne zastanówmy się nad konsekwencjami każdej z tych decyzji.

Decyzja pierwsza: ODWOŁUJĘ. Niby łatwiejsza. Te dwie, trzy zainteresowane osoby wystawiasz do wiatru. Czy zaufają ci ponownie i przyjmą kolejne zaproszenie? Może. Ja bym się pięć razy zastanowiła czy rezerwować sobie czas, bo może znów coś nie wyjdzie. Wielu z ich znajomych usłyszy, że mieli być na spotkaniu, które ich interesowało i kicha, nic nie wyszło. A dla ciebie? Czy będziesz w stanie ponownie wyjść z tą ofertą? Mimo, iż jesteś przekonany o jej wielkiej wartości?

Decyzja druga: JADĘ i robię prezentacje. Przy tak małym audytorium masz szansę nawiązać bliską relację z Twoim potencjalnym klientem. Czy sprzedasz mu usługę? Nie wiem. Ale wiem, że on (tzn. potencjalny klient) wie czym się zajmujesz i opowie współmałżonkowi, wspólnikowi w firmie i kilku swoim znajomym. Budujesz markę, swoją i produktu. A dla Ciebie? Jestem przekonana, że prędzej czy później przygotujesz kolejną prezentację. Tylko dużo lepiej przygotujesz jej promocję.

Czy potrafisz sam się zdyscyplinować? I nie odwołać zaplanowanego spotkania. Jeśli nie, to znajdź kogoś kto Cię zdyscyplinuje i powie: NIGDY, NIGDY, NIGDY nie poddawaj!

Dziękuję za czas poświęcony na czytanie tego tekstu.

Pozdrawiam serdecznie.

 

prince polo dogrywka

prince polo

 

Wczoraj zakończyłam współpracę z grupą młodych ludzi. I jak zawsze w podobnych sytuacjach: podziękowania, kwiaty, uściski, czasem łzy. Ja również otrzymałam prezent. Nie jakiś tam zwykły, „cięty z metra”, tylko – mogę to z całą mocą powiedzieć – w stu procentach spersonalizowany. Mianowicie, wręczono mi sporą torebkę. w torebce na wierzchu paczka kawy a pod nią… Pod nią prince polo z limitowanej serii w opakowaniu z mojego dzieciństwa, takie jak na zdjęciu. Wspominałam takie, półtora roku temu.

Zdarzenie to przysyła mi do głowy kilka myśli, na temat młodych ludzi. Wiele osób, również z mojego otoczenia, mówi o młodych ludziach, że niczym się nie interesują, skupieni są tylko na sobie itp., itd. A tu się okazuje, że prześwietlili mnie na wskroś – co akurat nie dziwi. Ale z tego prześwietlenia wyciągnęli wnioski. To też tak bardzo nie dziwi – wielu z nich ma ponad przeciętną inteligencję. Ale wykazali się również chęcią i umiejętnością okazania wdzięczności, sympatii i może czegoś jeszcze. Zrobili to w sposób taktowny i przemyślany. Wymagało to od nich trochę zachodu: pomysł i realizacja. Bardzo im wszystkim dziękuję.

Brawo! Brawo będą z Was ludzie.

Potrzeba serca

serceOd kilku dni mam potrzebę serca znów coś napisać.

Przez wiele miesięcy nic nie pisałam, ponieważ nie lubię się zmuszać, a i czasu był jakoś mało.

Ale… od kilku dni rozmawiam z moimi przyjaciółmi o potrzebie serca. O tym wewnętrznym głosie, którego nie sposób zignorować. Który mówi nam co robić, a czego zaniechać. O tym głosie, który informuje nas (przynajmniej mnie) o tym, które działanie ma szanse powodzenia, a które nie.

Głos ten wydaje się być mądrzejszy ode mnie. On wie lepiej, co jest dla mnie dobre. I jak pokazuje moje doświadczenie, nie pójście za tym głosem, dużo kosztuje. Jakie to koszty? Frustracja. Zmęczenie, prawie na granicy zdrowia. Zniechęcenie. I… Uciszenie się tego głosu… Kołowrotek wypożyczony od chomika, w którym biegnę do utraty tchu i wciąż jestem w tym samym miejscu.

Zaś podążanie za nim wymaga odwagi. Odwagi by zmierzyć się z tym co życie przyniesie. Z nowymi sytuacjami, nowymi ludźmi, z nowym widzeniem świata, z zaakceptowaniem zmian i pójściem w nieznane z zaufaniem i wiarą.

I tego zaufania i wiary życzą sobie i Tobie, drogi czytelniku.

Twoja przyszła kariera zawodowa

Witam,Kompas Kariery1

nie pisałam nic bardzo, bardzo długo. Ale to już wiesz.

Dzisiaj chciałam się z Tobą podzielić czymś, co może nie dokonało rewolucji w moim życiu, ale przyczyniło się do łagodnej ewolucji. Czymś dzięki czemu mam to, o czym wiele osób marzy. Robię to co lubię i nie robię tego czego nie lubię. I co ciekawsze, jest wiele osób, które są mi za to wdzięczne.

To coś to Kompas Kariery. Profesjonalny test zawodoznawczy i konsultacje. Gdy tylko o tym usłyszałam, wiedziałam, że mam być konsultantem i jestem. Sama przeszłam całą procedurę, tzn.: test i konsultacje z profesjonalistą. I wiesz co… Uskrzydliło mnie to. Mimo, iż jako coach znałam siebie dużo lepiej, niż wielu ludzi zna siebie. To i tak był tam uskrzydlający element zaskoczenia. Zaskoczenia, jak się okazało, tylko pozornego. Od dawna mówiłam, że kreatywność to moje drugie imię, że jak czegoś nie wiem, czy nie umiem to wymyślę. I to prawda. Ale kreatywność ma też inną stronę, tę artystyczną. Tej u siebie nie widziałam, a okazało się, że jest jeszcze większa niż ta kreatywność „techniczno-organizacyjna”. Po pewnej chwili zaczęłam sobie uświadamiać wiele wydarzeń w życiu, w których ta kreatywność (artystyczna) dawała o sobie znać. Ja tylko nie koniecznie sobie ją uświadamiałam.

Polecam Ci, kompas kariery link tutaj

Pozdrawiam i do miłego

Moje rzeczy nie będą ważniejsze ode mnie!

kawa rozsypana

Nowy rok za progiem. Już jutro będzie z nami. Co nam przyniesie? A co my sobie w tym roku przyniesiemy? Co ja sobie przyniosę?

O postanowieniach noworocznych już pisałam. I czytałam. Moi znajomi piszą o wyznaczaniu celów. Co zrobić przy zwiększyć prawdopodobieństwo ich osiągnięcia itp. itd. Przyznam się, że też miałam ochotę o tym napisać i pewnie za jakiś czas napiszę. Kto wie?

Ale dzisiaj o czymś zupełnie przeciwnym. Nie o tym co robić i dlaczego? Ale o tym, że może robić czegoś mniej. Skąd taki pomysł? Ano stąd. Chodzimy czasem na kije z moją koleżanką sąsiadką. Lubimy te nasze spacery, bo to czas na luźną rozmowę o wszystkim: o tym co się wydarzyło, jak postrzegamy to co się wydarzyło, o naszych planach i o tym dlaczego jeszcze ich nie zrealizowałyśmy.

Podczas jednego z niedawnych spacerów usłyszałam te słowa: Wiesz jak się wkurzyłam w niedzielę wieczorem? No?… odpowiadam inteligentnie. Wiesz – ciągnie dalej – uświadomiłam sobie, że jestem służącą moich rzeczy! Całe dwa dni prałam, wieszałam pranie, prasowałam, układałam na miejsce, myłam, wycierałam, odkładałam na miejsce i znów myłam, wycierałam, odkładałam, odwieszałam, przecierałam, układałam itd. itp. To jest straszne! Dwa dni zajmowałam się moimi rzeczami. A prawie w ogóle nie zajmowałam się sobą, nie licząc jednego wyjścia na basen. Czyli te rzeczy są dla mnie ważniejsze ode mnie. I to mnie wkurza.

Czy rozpoznajesz siebie w tej wypowiedzi? Jeśli nie, to gratuluję! (Ja, na szczęście, też siebie w tym nie rozpoznaję.) Jeśli tak, to czy ta sytuacja Ci odpowiada? Jeśli tak, to OK. Jeśli nie, to co zamierzasz z tym zrobić?

Mogę tu podać długa listę pytań na jakie trzeba w takiej sytuacji sobie odpowiedzieć. Jeśli chcesz je poznać napisz komentarz, wtedy je napiszę. Nie piszę ich od razu, gdyż z doświadczenia wiem, że autocoaching nie działa. Te pytania – jeśli mają być skuteczne i coś zmienić, a nie tylko być zadane – musi postawić przed Tobą ktoś inny. Ktoś życzliwy, ale konsekwentny, kto nie pozwoli Ci uciec przed odpowiedzią.

Zadam tu tylko jedno pytanie: Jaki najmniejszy krok możesz zrobić by Twoje rzeczy były mniej ważne dla Ciebie niż Ty?

Dziękuję za poświęcony czas.

Postanowienia Noworoczne

2014Nieubłaganie zbliża się czas postanowień Noworocznych. A może już nastał? Ale myślę, że kulminacja rozliczeniowo-postanowieniowa jeszcze przed nami, przynajmniej przede mną.

Aczkolwiek ja, od jakiegoś czasu, postanawiam nie robić postanowień noworocznych. Ale i to postanowienie niekoniecznie udaje mi się dotrzymać. Chociaż wyleczyłam się już z stwierdzeń typu: będę biegać, będę ćwiczyć, ograniczę słodycze, nie będę kupować tyle książek, już więcej nie wezmę papierowej roboty do domu, itd. itp. Hahahahaha, sama się z siebie śmieję.

Dlaczego to nie działa? Dla mnie nie działają te postanowienia, które nie są moje. Takie, które dobrze brzmią, ale nic dla mnie nie znaczą, nie dają poruszeń ani serca ani żołądka, dla których nie znajduję prawdziwego, zakorzenionego wewnątrz mnie powodu dla którego miałabym to zrobić. Takie, które nie dają radości robienia ich, nie tylko rezultatów, ale drogi dojścia. Jak śpiewają Skaldowie: „Nie oto chodzi, by złowić króliczka, ale by gonić go.”

Myślę wtedy o zdaniu „Uważaj o czym marzysz, bo może się spełnić”.  Teraz zanim coś postanowię, zastanawiam się po co mam to robić i czy na pewno tego chcę? Jaką potrzebę zaspokoi realizacja tego celu? Jaki jest prawdziwy powód, dla którego mam ruszyć się z fotela? Czasem poprzestanę na pytaniach i nie słucham odpowiedzi. Rozmowa sama ze sobą, to najtrudniejsza rozmowa w życiu. Mam to szczęście, że jestem coachem i wiem, że tzw. autocoaching  przeważnie nie działa. Ale sama będąc coachem, znam innych coachów. Więc jak mnie coś mocno nurtuje, to proszę o coaching kogoś z mojego koleżeństwa coachingowego.

O czym rozmawiam z coachem? Pytam siebie, ustami innego coacha, czy na pewno TEGO chcesz? Z jakiego powodu tego chcesz? Co zyskasz? Co stracisz? Tak, tak. Co stracisz? spotykam wiele osób,które tak bardzo koncentrują się na tym co mogą zyskać, że w ogóle nie widzą tego co mogą stracić. A może to coś ważniejszego niż to co zyskam.

Jak już to wszystko odkryję, chociaż czasem te odkrycia są zaskakujące, to pozostaje tylko jedno: „Jaki najmniejszy krok podejmiesz w kierunku realizacji tego postanowienia?”

Życzę Ci droga czytelniczko i czytelniku by Twoje postanowienie noworoczne było powodem poruszenia Twoje serca. A może nawet żołądka – ach, te objawy przedegazminacyjne.

Dziękuję za poświęcony czas.

wkrótce Święta

stained-glass-nativity-2-681769-mNastał czas radosnego oczekiwania. Oczekiwania na coś wspaniałego, cudownego, niesamowitego  i nie koniecznie magicznego. Magia, to nie zawsze coś dobrego i pożądanego.

Czas oczekiwania naznaczony „świątecznymi” piosenkami. Z każdej stacji, z każdej rozgłośni radiowej. Pewnie też w telewizji, ale nie wiem – nie mam telewizora. Wracając do radia, każda rozgłośnia, nawet moje ulubione radio (nie, nie; nie podam nazwy). Wszędzie śpiewają o białych świętach, reniferze Rudolfie, dzwoneczkach,  padającym śnieg i powrocie do domu.

Ja rozumiem, że piosenka świąteczna żyje tylko kilka tygodni w roku. Ale czy to jest powód, by inne piosenki w tym czasie żyć przestały? Hibernacja jakaś? Czy coś?

O centrach handlowych, to nawet szkoda wspominać…

Na szczęście są jeszcze CD. Alleluja!

Dziękuję, że tu zaglądasz i czytasz. Pozdrawiam.

 

szuflada i prince polo

chocolate-wafer-1432519-1-sNie, nie, nie. Nie jest to reklama, dobrych skądinąd, wafelków. Ale wspomnienie smaków z dzieciństwa. Pamiętasz ten smak i to złoto-czerwone opakowanie – o ile dobrze pamiętam – podobne do dzisiejszego. Mmmhhhhhmmmm… Dzisiaj to jeszcze dobra kawka się przyda. Zwłaszcza przy dzisiejszej pogodzie: za oknem hula wiatr i wywiewa z balkonów wszystko to, co nie jest przymocowane.

A w domku? Kawka i czekoladowy wafelek i marzenia o minionym dzieciństwie. Myśli o skarbach w szufladzie. Co ja tam miałam takiego cennego? Niestety, nie pamiętam. Pamiętam tylko, że szuflada była w stole w kuchni. Kto dzisiaj ma stół z szufladą? A kto w ogóle ma kuchnię w której się zmieści stół? Mamy eleganckie aneksy kuchenne… O przepraszam, miałam mówić za siebie – wkurzają mnie uogólnienia. Mam elegancki aneks kuchenny, ze stołem. Ale nie ma w nim szuflady. Już się takich nie robi, a po tym z dzieciństwa ślad zaginął. Ech…

Ale do dziś lubię szuflady. Mam ich chyba więcej niż półek.

A Ty? Jakie masz wspomnienie z dzieciństwa? Pamiętasz jeszcze swoje pudełko (a może szufladę) ze skarbami?

Zachęcam, podziel się tym ze mną i może jeszcze z kimś, kto zechce to przeczytać.

Dziękuję za poświęcony czas i pozdrawiam serdecznie.

 

 

Natchnienie do pracy

Siedzę sobie w poczekalni u lekarza i mam czas na rozmyślania. Myślę sobie o różnych sprawach i pojawiają się całkiem ciekawe myśli. Sięgam więc po notatnik i długopis, licząc, że zaraz napiszę jakąś odkrywczą myśl. I ta oto myśl, zmieni życie nie tylko moje, ale i moich czytelników (choćby tych nielicznych). Co za pycha…  A tu nic. Myśl uciekła.

Ale piszę dalej, gdyż przypomniał mi się właśnie jeden z sobotnich (a może niedzielnych?) wywiadów w znanym radiu, rodem z Krakowa. Kto słucha, to wie jakie to radio. Te wywiady przeprowadzane są z wszelkiej profesji twórcami, choć nie tylko. Ten wywiad który mi się przypomniał był z jednym z bardziej poczytnych polskich pisarzy. I tenże pisarz zapytany o natchnienie mówi mniej więcej tak: natchnienie przychodzi podczas pracy, podobnie jak apetyt rośnie w miarę jedzenia. Trzeba  więc zacząć tworzyć (pisać, komponować, malować czy robić inne rzeczy) by pojawiło się natchnienie. Ale… Jak tu zacząć, gdy natchnienia brak? I żaden lekarz nie zapisze go na receptę. Ot co. Nie piszę bo brak mi natchnienia, a brak mi natchnienia bo nie piszę.

To może jednak coś napiszę, choćby (jak to się kiedzyś mawiało) do szuflady.

Dziękuję za poświęcony czas i życzę wszystkiego dobrego.

 

po wakacjach do pracy!

Witam wszystkich po wakacyjnej przerwie. Mam nadzieję, że odpoczęliście, nabraliście ochoty do pracy oraz w waszych głowach pojawiły się nowe pomysły. Zapraszam do współpracy. Coach (czyli np. ja) będzie pomocny przy przekuwaniu mglistych marzeń w konkretne plany.

Wakacje to nie tylko odpoczynek, ale  też plany i rozmowy – mniej lub bardziej formalne. Jednym z rezultatów tychże rozmów jest współpraca z gabinetem dietetycznym pani Anny Brinken, o czym więcej można przeczytać tutaj.

Pozdrawiam i do następnego razu.

Coaching

O czym chciałbyś się dowiedzieć na temat coachingu, a nie masz kogo zapytać?

Napisz do mnie